Przysługa

Jeśli mamy do czynienia ze sprzętem komputerowym niewiadomego pochodzenia, trzeba zachować czujność, o czym ja do niedawna nie wiedziałam.

Należę do osób spontanicznych, cieszących się z tego co mają, nie analizujących, nie wnikających, nie szukających przysłowiowej dziury w całym. Jestem naiwna i łatwowierna, nikogo nie podejrzewam o najgorsze, chociaż po ostatnich doświadczeniach, to się może nieco zmienić. Mam znajomego, który jest typem człowieka znającym się na wszystkim. Tak przynajmniej twierdzi. Chętnie i bezinteresownie pomaga innym, co jest w dzisiejszych czasach rzadko spotykane i bardzo cenne. To dość niespotykany typ, bo on nie tylko rozwiązuje problemy, jak się go o to poprosi, ale też sam dostrzega elementy do naprawy i nie proszony przechodzi do reparowania. Kiedyś na przykład uznał, że mam przestarzałą słuchawkę do prysznica i skądś przyniósł inną. Słuchawkę wymienił, starą wyrzucił, nie chciał żadnych pieniędzy za wymianę, ani za część. To było dziwne i niepotrzebne, bo lubiłam moją starą słuchawkę, a nowa wydawała mi się wyjątkowo nieporęczna, ale już nie miałam wyboru. W dodatku wypadło być wdzięczną. Innym razem zapytał, czy może pocztę sprawdzić na moim komputerze. I się zaczęło. Jako wybitny znawca sieci komputerowych (jak i wszystkiego innego), stwierdził, że należy zmodyfikować mój system, wymienić kilka elementów, a tak się doskonale składa, że ma dostęp do nowych części. Stwierdził, że trzeba wymienić dysk twardy, zasilacz, kartę muzyczną i konwerter jednomodowy, żeby móc zmienić skrętkę na okablowanie światłowodowe. Mi w dotychczasowym sprzęcie nic nie przeszkadzało, nie uważałam, żeby internet jakoś za wolno chodził, na moje potrzeby wystarczał. Ale zgodziłam się z uprzejmości.

Konsekwencje

I zaczęły się moje problemy. Dotychczas wszystko działało bez zarzutu, ale znajomy wmówił mi, że modyfikacja jest niezbędna, inaczej wkrótce zaczną się problemy. Załatwił te elementy, które uznał, że wymagają wymiany, za pół ceny jak twierdził. Później zajął się konfigurowaniem, demontowaniem, instalacją systemu. Ostatecznie nic nie działało, jakoś się tłumaczył, obiecywał, że wkrótce wpadnie i wszystko będzie hulało, a tymczasem przepadł i nie mogłam się do niego dodzwonić. Chcąc nie chcąc zgłosiłam usterkę do serwisu komputerowego, przez co narobiłam sobie jeszcze więcej kłopotów. Okazało się, że części do komputera, w tym konwerter jednomodowy pochodzą z kradzieży, a ja nie mam na nie żadnego dokumentu zakupu, bo przecież znajomy mi niczego nie zostawił. Dodatkowo z nim nie mogłam się skontaktować, zatem moje tłumaczenie, że mam sprzęt od kolegi, brzmiało dość niewiarygodnie. Sprawa została zgłoszona na policję, spędziłam przedpołudnie na tłumaczeniu się, ale to jeszcze nie koniec. Prawdopodobnie zostanie wszczęte śledztwo, które ma wyjaśnić, skąd skradzione przedmioty się u mnie znalazły. Nie wiem co wymyślę na swoją obronę, najlepsza jest prawda, tylko w nią nikt nie wierzy. Na pewno więcej nie pozwolę żadnemu przypadkowemu znajomemu ingerować w moje życie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *